niedziela, 18 listopada 2012

Rozdział III.



Nadszedł drugi set. Trwa akcja po akcji. Wszyscy dopingują emocjonująco Skrze, robią falę i wszystko co może się dziać na arenie w Łodzi! Zauważyłam, że brakuje mi jednego zawodnika. Był nim Pliński. Nie wiem co się stało, ale szkoda, że nie gra. Bardzo tego gościa lubiłam. Zresztą jak powiem to moim kolegom, to się przerażą. Kochają Plińskiego! Po prostu mówią, że to drugi Casillas. Ale mniejsza o to.
Jest już 9:6 dla Skry! Dynamo co się dzieję! O ja głupia… nie dziwię się,  jak przed chwilą zszedł Kurek. Dynamo dogania ich, lecz Skra znowu odchodzi. Jest już  15:13 dla Skry. Czy Skra wygra tego seta? Oby nie…  Ale ukrywałam przed wszystkimi, że w sercu kibicuję Dynamo, lecz na zewnątrz stałam i dopingowałam Bełchatowianom.
Kiedy skończył się 2 set, który wygrali Bełchatowianie koleś, który rozdawał orzeszki rzucił we mnie. Dostałam w głowę. Ból był niemiłosierny. Kiedy zdjęłam rękę z głowy, zobaczyłam na niej krople krwi.

- Boże, Marta! – krzyknęłam, wstając.
- Co się dzieje? – zapytała z zaskoczeniem.
- Krwawię! – rzekłam pokazując rękę i głowę.
- Boże, sieroto!
- No co nie moja wina, że ten pojebany gość tak rzuca. – zdenerwowałam się.
- Ej, bez wulgaryzmów stara!

Marta nie zauważyła żadnej pielęgniarki w pobliżu i musiała krzyczeć do kibiców. Nikt jej nie zauważył. Ale … dostrzegł mnie Bartek. Kątem oka spoglądałam, więc nie byłam pewna czy to na pewno on. Dowiedziałam się dzięki niemu. Jakimś sposobem przeskoczył bramkę i podbiegł do mnie.

- Nic ci nie jest? I jak masz na imię.– zapytał.
- Mi nic. I Ka-ka-kaśka mam na imię.– schyliłam głowę, - a tobie? – odpowiedziałam.
- Kto wie. Pokaż ranę. – rzekł do ze śmiechem.

Wiedziałam, że wszystkie głowy każdego człowieka były skierowane na niego, ale zszokowało mnie to, że żadna z hotek nie podbiegła. Akurat w tej chwili głowa mnie swędziała i zapominając o moim krwawiącym łbie, zaczęłam się drapać.

- Ała! – wykrzyknęłam.
- Panie Bartku jest tu w pobliżu jakaś pielęgniarka? – zapytała Marta.
- A ja ci nie wystarczę! I nie mów mi Pan, bo czuję się staro. –powiedział Bartek.
- Ej, a może zemną coś zrobicie, bo nie chcę przez całe wieki stać z tą schyloną głową. – przerwałam im rozmowę.
- Okej. – rzekł Bartek.
- ( po rusku ) Panie trenerze! Tutaj jest pewna kobieta, która ma rozbitą głowę. Niech mi pan rzuci apteczkę.
- ( po rusku ) A co ty tam robisz! Ty masz tu siedzieć i oglądać swoją drużynę, a nie pomagać jakieś nieznajomej kobiecie. – powiedział trener, rzucając mu apteczkę.

Bartek wyjął co trzeba i zaczął opatulać mnie wacikami i bandażem. Czułam się jak na operacji., lecz po chwili Bartek wyciągnął długopis i zaczął coś pisać, ale nie wiem gdzie i co. 

- Dziękuję. – powiedziałam cicho, aby nie zauważył, że się rumienię.
- Idź do domu i odpocznij. Nie chcę żebyś się przemęczała. Ty jesteś studentką, tak?
- Tak, a mogę prosić autograf? – zapytałam.

Marta szybko stanęła obok mnie robiąc łaskawą minę.

- Trzymaj apteczkę z moim podpisem – mamy jeszcze ich kilka. Może jakoś podzielisz się z koleżanką.
- Dobrze. Dowidzenia! – wykrzyknęłyśmy obie idąc w stronę wyjścia.
- Na razie i do zobaczenia! Może kiedyś się zobaczymy. – pomachał nam.

Jeezu! AAA! Nie wiem .. Po prostu dziękuję ci ty mój niezakuty łbie, za to, że udało ci się przywołać Bartka, a dodatkowo nie będę kilka dni na uczelni.  Nie wiem jak ci się mogę odwdzięczyć.
I razem z Martą rozeszłyśmy się do swoich domów.

wtorek, 13 listopada 2012

Rozdział II.



  Po godzinie rozmyślania, wzięłam się do pracy. Z szafy szybko wyjęłam wielki, błękitny blok A6. Wybrałam kilka kolorowych mazaków, klej, obrazki związane z siatkówką i wszystko rozłożyłam na podłodze.  Blok strasznie mi się zawijał, więc postanowiłam, że na jego rogi położę moje książki ze studiów.

- Dobra … - mówiłam sama do siebie po cichu.
- Jest już godzina 14.00 trzeba się trochę sprężyć. Dam radę! – rzekłam, powstrzymując siebie na duchu.

  Wzięłam do ręki czarny mazak i na środku napisałam: Siatkówka, Jest Bowiem Sportem Wyjątkowym. 
*.*”. Następnie po rogach poprzyklejałam zdjęcia siatkarzy. Przede wszystkim … tego niezdobytego przeze mnie. Zostało kilka jeszcze pustych miejsc, ale może zapełni to się jakoś autografami. Po 30 minutach, wzięłam telefon do ręki i zadzwoniłam do mojej przyjaciółki Marty, która razem ze mną miała iść na mecz.

- Halo? Marta? No cześć. Idealnie, a u ciebie? To fajnie. Słuchaj zrobiłam właśnie transparent z nazwą mojej stronki. Mam nadzieję, że przez niego nasza Szkoła zauważy nas w telewizji! No dobra, ale mniejsza o to, o której przyjdziesz? Okej, czekam. Pa :) 

  Po rozmowie nadszedł czas na ciuchy. Otworzyłam szafę, w której było mnóstwo ubrań.
- I w co ja mam się teraz ubrać? – pomyślałam.

  Wyjęłam wszystkie ciuchy rzucając na łóżko. Wiadomo, to jest problem każdej dziewczyny. Po 2 godzinach przebierania wybrałam. Byłam nawet zadowolona z mojego wyboru. Poczułam głód, po tym wszystkim. Zbiegłam na dół i zrobiłam sobie kanapkę z samym keczupem, gdyż myślałam ,że nie zdążę. Gdy znalazłam się w pokoju dokończyłam kanapkę i zrobiłam sobie delikatny Make-up. Była już godzina  19.00! No nie! Spóźnię się. Szybko się przebrałam, wzięłam bilety i plakat. Zbiegłam na dół. Przy wyjściu na łożyłam sobie botki i płaszcz.

- Pa mamo! Pa tato! – krzyknęłam z korytarza i wybiegłam z domu zamykając drzwi.

  Tak się śpieszyłam, że nawet rodzice nie zdążyli się ze mną pożegnać. Mecz zaczynał się 20.30, a od domu Marty było jakieś 40 minut drogi. Gdy przeszłam około 600 metrów znajdowałam się na ulicy Błockiej 10, na której spotkałam się z Martą.

- Cześć! – podbiegłam do niej.
- Hej! – rzekła.
- To co idziemy na meczyk?
- Jasne. Jak tam przygotowania?
- Trochę trwały, ale jest spoko. – gdy to powiedziałam, zaczęłyśmy iść w stronę hali.
- Jak myślisz, zauważą nas w telewizji. A zwłaszcza ulubiony twój siatkarz, jeżeli będzie siedział na ławce, choć  trochę w to wątpię.
-  W telewizji na pewno! Ale z nim, kto wie, dużo ma fanek. Wątpię czy się dopcham, kiedy będę siedziała razem z tobą na siedzeniach to raczej będzie zapatrzony w mecz. Wiesz, bycie takim sławnym siatkarzem chyba nie jest łatwe. Ale wiesz, nawet jak mnie nie zauważy ważne, że byłam na tym meczu z Tobą. – przytuliłam się do niej.

  Jakoś ta droga szybko zeszła. Na mojej komórce była godzina 20.15. Byłyśmy  już przy wejściu. Kiedy stałam w kolejce, było widać, że znaczną częścią kibiców byli Bełchatowianie. Ja tam nie wiem, ale dla mnie zawsze Sovia będzie najlepsza drużyną, poza jednym. 
Weszłyśmy … zajęłyśmy swoje miejsca. Cieszę się, że tak blisko siedziałyśmy przy jego klubie. Po krótkiej rozmowie z Martą, dałam jej swój transparent, aby go na początku ona trzymała w górze. Po chwili zaczął się mecz. Jest już po 4, idą sobie łeb w łeb. Emocje już mnie jak zwykle ponoszą!  Bełchatów teraz prowadziło 2 punktami. Po tych 2 akcjach Skry wyłączyłam się. Spoglądałam na jego drużynę. Siedział tam, czekając na swoje wejście. Marta jednak nie miała racji z tą ławką rezerwowych, ale dobrze, że przynajmniej wyleczył  się już z tej kontuzji. Patrzyłam się przez jakieś  5 minut na niego.  W tym błękitnym do twarzy mu. Nagle odwrócił się. I to w tej chwili patrzył na mnie! Właśnie na mnie. Złapałam z nim kontakt wzrokowy i się uśmiechnęłam. Odwzajemnił to! Boże, co ze mnie za farciara. Akurat była zmiana i wchodził na boisko. Sprawdziłam wynik, było 24 dla Dynamo. Szybko wzięłam od Marty plakat, stanęłam i kibicowałam. To były niesamowite emocje!
Skra akurat serwowała,  świetne przyjęcie Dynamo, wystawa na krótką. Ajajaj! Skra broni się, Woicki wystawia i Wlazły atakuje. Dynamo się również nie poddaje, wystawa i akcję zakończył Kurek!
Zaczęłam skakać z emocji! Wszyscy dookoła, byli zdziwieni, że kibicuję zagranicznemu klubowi.

- Kaśka, uspokój się! – szarpię mnie Marta.
- No dobra… - powiedziałam pyskując, siadłam.

  Kiedy klubu zmieniały połowy, Bartek wziął swoje, rzeczy i razem z grupą udał się na drugą część boiska. Kto wie, może jednak się dopcham, aby przynajmniej popatrzeć jego szczery uśmiech. Te fanki ze mną nie będą miały szans! Zaczęłam się złowieszczo śmiać.

- Boże, Kaśka nic ci nie jest? Wyglądasz na jakąś z ADHD. Świruska z ciebie, zachowujesz się jak dziecko. Dziewczyno! Jest już 21 wiek. Bądź dorosłą. Inaczej Bartek Cię zlekceważy.
- Yhh… Powoli stajesz się jak moja matka. Skąd wiesz, że nawet będę z nim rozmawiała i prosiła go o autograf. Wiesz, że jestem na pierwszy raz w życiu na jakimś meczu. Emocje mogą ponosić każdego.


Ciąg dalszy nastąpi w III rozdziale. Mam nadzieję, że jak na mój pierwszy raz wam się podoba. J

sobota, 10 listopada 2012

Rozdział I.



- Mamo już jest!  Już jest!  - krzyknęła Kaśka zbiegając po schodach z samego rana.
- Skarbie, uspokój się! I co dzisiaj jest? – zapytała mama z niedowierzaniem i powagą.

   Oj, mama coś dzisiaj w humorze nie jest. Zresztą jak można nie wiedzieć! Przecież dzisiaj odbędzie się wspaniały mecz, wspaniałych klubów. Walka będzie miedzy PGE Skrą Bełchatów oraz  Dynamo Moskwa. Pierwszy raz wybieram się na taki mecz. Bilety sama musiałam sobie kupić, gdyż moi rodzice stwierdzili, że na takie bzdury jestem za dorosła. Chyba jeszcze nigdy nie oglądali meczu siatkówki.

- Jak to?! Nie wiesz? To dzisiaj właśnie odbędzie się mecz między PGE Skrą Bełchatów i Dynamo Moskwa. – odpowiedziałam również z powagą, aby dorównać mamie.
- Ile razy można ci tłumaczyć? Siatkówka to jakaś bzdura! Oni tylko sobie grają w piłkę i przebijają za siatkę. – powiedziała moja własna matka.

  Ciągnęłabym nadal tą rozmowę z mamą, gdyby nie tata wstał i przyszedł do nas z góry.

- Boże. Czy w tym domu nie da się porządnie wyspać? – rzekł tato zaspanym i zachrypniętym głosem.
- Da się. Ale może byś powiedział naszej córce, że zachowuje się jak dziecko. Siatkówka nie jest dla osób takich jak ona! Zaraz zabiorę jej te bilety i się skończy.

  No tego to już nie wytrzymałam. Już chciałam wrzasnąć na mamę jak nigdy dotąd! Ale dobrze, że przynajmniej tato stał po mojej stronie i mnie powstrzymał od tej kłótni z samego rana.

- Kochanie, a może to ty zachowujesz się jak dziecko? – zapytał tata moją mamę.

  Nie no. Pierwszy raz pocisnął mamę w ten sposób. Nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam się śmiać.

- Jak chce iść na ten mecz, niech pójdzie. Nigdy nie mogłaś zrozumieć, że to jest jej pasja.  Wiesz, że gra jej tam najlepszy zawodnik. Przyznam, że nie jest przystojniejszy ode mnie. – powiedział tata ze śmiechem, obejmując mnie.
- Oj tam. – rzekłam.

  Poczułam,  że się zarumieniłam i szybko pobiegłam na górę. Słyszałam, jak rodzice z dołu się śmieją. Ja, zaś tylko położyłam się na łóżku, chowając głowę w poduszce. Zaskoczyło mnie to, ale nagle do mojego pokoju weszła mama.

- Ile razy mam powtarzać, że się puka! – krzyknęłam.
- Przepraszam, skarbie. Kiedy tato powiedział o tym siatkarzu, to … Oj, mniejsza o to. Czy ja czegoś nie wiem? – zapytała.
- Wszystko wiesz, ale czemu z samego rana musisz mnie tak dołować?
- Przez te nerwy, walczę teraz o podwyżkę w mojej pracy. Jestem już tym wszystkim wykończona. Ale teraz, cię pocieszę. Możesz iść na ten mecz.
-Naprawdę! Jezu, mamo kocham cię! – powiedziałam, całując moją mamę w policzek.
- Ja ciebie też słonko. – odpowiedziała mama z uśmiechem, wychodząc z mojego pokoju.

  Teraz to chyba we mnie hormony zaczęły wariować. Przez tą rozmowę z mamą postanowiłam, że zrobię wielki plakat z napisem mojej strony, aby on mnie zauważył. Musiałam również się wspaniale ubrać, ale to potem. Szybko położyłam się nałóż ku, rozmyślając o nim. Tym pięknym, wysokim i silnym facecie. Po prostu był to mój ideał mężczyzny.

piątek, 9 listopada 2012

Prolog.



Jestem dziewczyną trenującą siatkówkę od  4 lat, a interesować zaczęłam się nią od 5. Aktualnie jestem barrrdzo mała,  jak to niektórzy z was o tym pomyślą ( mam 12 lat ). Pierwszy raz piszę bloga. Szczerze chciałabym spróbować, czy to wyjdzie, ponieważ lubię siatkówkę i bardzo ją cenie. Tematem pisanego, przeze mnie bloga będzie 21-letnia dziewczyna, która zakocha się w jednym z siatkarzy. 
Jak będzie czytać to się dowiecie.

A to jest moja stronka internetowa na facebook"u: 
http://www.facebook.com/pages/Siatk%C3%B3wka-Jest-Bowiem-Sportem-Wyj%C4%85tkowym-/279730792131772?ref=tn_tnmn
 
Całuję, Julka.